Jakoś w końcu dojechałyśmy. Wbijamy się do baru "Pod Borem", spoglądamy na menu i ceny nas załamały. Jedyne co się opłacało kupić to chyba kaszankę z cebulką za 6 zł hahaha. No ale w końcu zdecydowałyśmy się na cheeseburgery i pepsi. Wyszłyśmy na zewnątrz. Pierwsze co zauważyła Paulina to miseczkę z cukrem, który chciała schować do torebki. Potem "doprawiłyśmy" Martynie hamburgera. Jak już wracałyśmy to z nudów porobiłyśmy foty przy znaku. Okazało się, że było tam ogromne mrowisko i było słychać jak mrówki chodzą. A potem na cały głos śpiewałyśmy "Stokrotkę" i różne inne, dziwne piosenki.
Obowiązkowo zrobiłam foty.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz